Please ensure Javascript is enabled for purposes of website accessibility

Na cmentarzu straszą śmieci [ARTYKUŁ] Dawid Kostkowski

ekologicze znicze

Na cmentarzu straszą śmieci [ARTYKUŁ] Dawid Kostkowski

Na cmentarzu straszą śmieci [ARTYKUŁ] Dawid Kostkowski 2560 1708 Caritas Laudato si’

Kiedy w mediach pojawia się fala reklam zniczy i chryzantem, rozpoczyna się nierówne starcie między tandetą plastiku a szlachetną skromnością. Uroczystość Wszystkich Świętych – bo o niej mowa – staje się dziś okazją nie tylko do wspominania zmarłych, ale i do zastanowienia nad tym, w jaki sposób obchodzić tak ważne święto.

Znicze, plastikowe wiązanki i ledo­we świecidełka do ozdoby grobów, zapełniające jesienią półki hiper­marketów, widać już z daleka, po­dobnie jak informacje o promocjach na cmentarne wielopaki. Z roku na rok ten biznes rośnie. Sam rynek zniczy w Polsce wyceniany jest na 1 mld zł. Rokrocznie kupujemy aż 300 mln zniczy, z czego ok. 70% właśnie w okolicach 1 listopada. Jest to nie­wyobrażalna liczba, szczególnie jeśli zdamy sobie sprawę z tego, że nawet najdłużej palący się znicz wyląduje prędzej czy później na śmietniku. We­dług danych Najwyższej Izby Kontroli z 2016 roku w Polsce jest ok. 15,5 tys. obiektów cmentarnych, a każdy z nich – tylko w listopadzie – może wyprodukować nawet 200 ton śmie­ci, głównie plastiku. Myślę jednak, że te dane nie zrobią na wielu osobach wrażenia, bo dość częsty ostatnio widok poniewierających się po chodni­kach maseczek jednorazowych moc­no nas znieczulił. Problem z roku na rok robi się coraz poważniejszy, ale w jego istnienie – tak jak w istnienie pandemii – część sceptyków nadal nie wierzy. Dlaczego? Być może dlatego, że sprawnie obsłużone nekropolie coraz rzadziej przerażają widokiem wysypujących się z kontenerów sta­rych zniczy czy wypłowiałych pla­stikowych wiązanek. Miejskie spółki komunalne, zwykle w niezauważalny dla nas sposób, wywożą odpady na wysypisko. A tam, gdy góra śmieci odpowiednio urośnie, zasypywana jest ziemią. To trochę tak, jakbyśmy zamiatali problem pod dywan, a wła­ściwie pod warstwę ziemi.

Zachęcając w dalszej części tekstu do zmiany nawyków cmentarnych, być może spotkam się z niezrozumieniem. Może ktoś zarzuci mi, że szerzę ideologię, która niszczy nasze piękne, polskie tradycje. Nie będzie to jednak zarzut trafiony, bo pamię­tajmy, że rozpoczęcie masowej pro­dukcji plastiku sięga początków XX wieku, a obchodzenie uroczystości Wszystkich Świętych – początków chrześcijaństwa. Zatem przez 19 wieków czciliśmy pamięć zmarłych bez zbędnej plastikowej tandety.

Symbol w kłopotliwej oprawie

Najważniejszy symbol pamięci o zmarłych to znicz. Jest elementem wielowiekowej tradycji. W czasach pogańskich miał odstraszać upiory, ale też pozwalał zbłąkanym duszom ogrzać się i odnaleźć drogę. Dziś oznacza wieczność i życie. Powinien kojarzyć się więc tylko i wyłącznie pozytywnie, ale tak nie jest. Dlacze­go? Otóż dawniej na grobach sta­wiano zazwyczaj gliniane naczynia wypełnione oliwą. Z czasów mojego dzieciństwa pamiętam ceramiczne znicze z trzema knotami, które stały niemal na wszystkich grobach. Dziś większość kupowanych przez nas zniczy to kolorowa szklana osłonka z aluminiową lub plastikową nasadką, a w niej plastikowy wkład z parafiną – mieszaniną węgla i olejów pocho­dzących z ropy naftowej. Czasem znajdziemy wkłady sojowe. Zdarzają się ostatnio ceramiczne miski z trze­ma knotami wypełnione naturalnymi olejami, jednak kosztują odpowied­nio więcej od ich supernieekologicz­nych odpowiedników produkowanych, rzecz jasna, w Chinach. Myślę jednak, że w tym roku warto posta­wić na jakość, nie na ilość. Może za­miast 15 zniczy, kupmy 2 ceramiczne, a później wykorzystajmy pozostałe po nich miseczki do zrobienia zniczy samodzielnie w domu. Do przygo­towania takiego znicza będziemy potrzebować jeszcze tylko wosku pszczelego (dostępnego w każdym sklepie pszczelarskim) i sznurka juto­wego. Rozwiązanie proste, niedrogie, estetyczne, a co najważniejsze – eko­logiczne i etyczne.

Kwiaty, ale jakie?

Kolejną tradycją związaną ze świę­tem zmarłych jest ozdabianie grobów żywymi chryzantemami. Tuż przed 1 listopada na cmentarnych stoiskach, w hipermarketach i tymczasowych punktach sprzedaży kwitną naraz białe, żółte i bursztynowe kwiaty. Wszystkie w jednorazowych plasti­kowych doniczkach, owinięte błysz­czącą folią, a na dodatek pakowane w jednorazowe torebki. To piękno natury, zgaszone tandetnym two­rzywem, niesie niemal każdy odwie­dzający groby.

Mało kto myśli o przezimowaniu kwiatów i zachowaniu doniczki na następny rok. To wymaga zachodu, a chryzantemy, o ile znów zakwitną, zrobią to niekoniecznie na 1 listopada. Tak więc tydzień po listopadowym święcie z cmentarnych śmietników wysypują się zwiędłe chryzantemy w nieszczęsnych plastikowych do­niczkach. Patrzy się na to z ogrom­nym bólem. I to wszystko dlatego, że wmówiliśmy sobie, że na grobach muszą stać żywe chryzantemy. A jeśli powiem, że wcale nie muszą?

Rozwiązaniem na pewno nie są sztuczne wiązanki. Najrozsądniej­sze byłoby wstawienie do wazonu na nagrobku kwiatów ciętych, któ­re po zwiędnięciu będziemy mogli wrzucić do kontenera na odpady bio (o ile taki na cmentarzu jest). Można również zrobić wspaniałe dekoracje z suszonych kwiatów i zimozielonych gałązek. Nie widzę innej, etycznie dopuszczalnej formy ozdabiania grobów kwiatami. Naprawdę nie mamy czasu na półśrodki. Albo pod­chodzimy do ekologii na poważnie, przestajemy pytać „ale jak to tak bez chryzantem?” i zaczynamy odpowie­dzialnie czcić pamięć zmarłych, albo nie zabieramy się za to wcale.

Zobacz również: Ekologiczny wianek, znicz i stroik

Oszczędnie, etycznie, wielorazowo

Temat powielam ciągle, wracam z nim jak refren psalmu – żyjmy moż­liwie wielorazowo. A choć uroczy­stość Wszystkich Świętych wydaje się być daleka od wielorazowości, jest przynajmniej kilka sposobów, aby wprowadzić w nasze świętowa­nie zasadę less waste.

Po pierwsze kupujmy z umiarem. Nie musimy zastawiać płyt nagrobnych dziesiątkami zniczy. A jeśli mamy ich za dużo, nie próbujmy upychać na siłę kolejnej lampki, tylko sprawdź­my, czy przy bramie cmentarza nie stoi przypadkiem specjalny regał, gdzie można oddać znicze, by ktoś mógł jeszcze z nich skorzystać. Na półkach można znaleźć używane szklane osłonki, które po umyciu odzyskają blask i pewnie posłużą jeszcze przez długi czas. Myślicie, że to zły pomysł, bo sami wstydzicie się używania rzeczy z drugiej ręki? Raczej pomyślcie, że to jest superno­woczesne, bo korzystanie z używa­nych rzeczy jest bardzo w modzie!

Po drugie, eliminujmy jednorazowe torebki foliowe. Nie patrzmy bezre­fleksyjnie, jak sprzedawca na sto­isku pakuje nam bez pytania znicze i kwiaty w folię. Weźmy na cmentarz własną wielorazową torbę.

Po trzecie, nie idźmy za modą. Pa­miętam, jak któregoś roku byłem święcie przekonany, że pani na cmentarzu niesie śliczną torebkę od projektanta, a był to znicz, najnow­szy krzyk mody. Biznes cmentarny rządzi się dokładnie takimi samymi prawami, jak każdy inny, a produ­centom i sprzedawcom zależy tylko na jednym – na zarobku. My z kolei działamy tak samo, jak w przypad­ku innych nowości rynkowych – po prostu chcemy je mieć. W rezultacie – czy potrzeba, czy nie – kupujemy nowe znicze, nowe ozdoby, choć sta­re ustawione na nagrobnej płycie wciąż jeszcze wyglądają dobrze.

Pobierz plakat 'Mniej śmieci – więcej pamięci’

Jak nie popaść w obłęd

Przede wszystkim życzę spokoju. Uroczystość Wszystkich Świętych to czas zadumy i modlitwy. I na tym się skupmy, bo łatwo wpaść w skraj­ność. Można dać się porwać szałowi cmentarnych zakupów, zostać łowcą promocji i nowinek cmentarnej biżu­terii albo wprost przeciwnie – stać się ekooszołomem, który skupia się jedynie na niegenerowaniu odpadów, całkowicie zapominając, o co w tym wszystkim chodzi. W zwykłym cza­sie trudno jest nam znaleźć chwilę na odwiedzenie grobów, często oddalonych o setki kilometrów, dla­tego właśnie jest ten dzień, wolny od pracy, abyśmy mogli w spokoju uczcić pamięć zmarłych, powspomi­nać i pomodlić się za nich. Uroczy­stość Wszystkich Świętych nie jest jednak przyzwoleniem do celebro­wania konsumpcjonizmu i generowa­nia góry śmieci. Nic nie zwalnia nas z dbania o naszą planetę, bo kiedyś będziemy z tego rozliczeni.

Dawid Kostkowski – absolwent Urbanistyki i Transportu oraz Gospodarki Przestrzennej na Politechnice Krakowskiej. Pracuje jako inspektor terenowy zajmujący się kontrolą dróg publicznych. Pasjonuje się komunikacją miejską i jest oddany idei miasta zielonego i zrównoważonego. Prowadzi bloga Pan Zielony, gdzie stara się edukować na temat miast, zrównoważonego rozwoju oraz ekologii.

Zapisz się
do newslettera!

I trzymaj rękę na pulsie!