Please ensure Javascript is enabled for purposes of website accessibility

Zabija nas to, co nas ochrania

Zabija nas to, co nas ochrania

Zabija nas to, co nas ochrania 2560 1707 Caritas Laudato si’

Ten płaszcz noszę już dwa sezony. Zgroza! Tak to mniej więcej wygląda z punktu widzenia osób goniących za modą. Bo jak tu oprzeć się zakupom, gdy projektanci znów proponują całkiem inne fasony i kolory? Pytanie tylko, co stanie się z ubraniami, które już są w szafie.

Ubrania oczywiście można oddać, bo jest wiele osób, które z wdzięcznością przyjęłyby używane rzeczy. W ten sposób darujemy odzieży drugie życie, zamiast miejsca na śmietniku. Problem jednak w tym, że w naszych szafach jest znacznie więcej niechcianych ubrań niż tych, którzy mogliby je przyjąć. Nasze społeczeństwo nie należy do najuboższych, więc można szukać potrzebujących za granicą. Nie ma jednak prostego sposobu na przekazanie używanych rzeczy. Trzeba szukać organizacji, inicjatyw, które akurat organizują transport, co w dobie pandemii nie jest łatwe, a często nawet niemożliwe. Wiele osób znalazło sposób na przekazywanie używanych rzeczy – choćby przez pracujących w Polsce obywateli Ukrainy, którzy wysyłają lub zawożą dary rodzinie i znajomym. Czy jednak problem polega wyłącznie na znalezieniu ubraniom nowego domu?

Materiały, które przeżyją nas i nasze wnuki

Prawda jest taka, że tyle ubrań, ile wyprodukowano, wyląduje ostatecznie na wysypisku śmieci. Ogromna część tkanin i dodatków, z których zostały zrobione, nie ulegnie biodegradacji, bo bawełna, wełna, len, jedwab czy skóra to tylko niewielki procent materiałów, które są stosowane w przemyśle odzieżowym. Wszechobecne są syntetyki, w tym groźne dla środowiska tkaniny polarowe, wykonywane z polimeru PET, tego samego, którego używa się do produkcji butelek na wodę mineralną, oraz z innych tworzyw sztucznych. Trzeba pamiętać, że materiały takie, jak akryl, nylon czy poliester, też nie są obojętne dla środowiska. Produkowane są z ropy naftowej, co oznacza, że za kilkaset lat nadal będzie można je znaleźć na śmietniku lub – co gorsza – w środowisku naturalnym w postaci niedostrzegalnych gołym okiem drobinek. Włókna naturalne są bardziej przyjazne dla środowiska, jednak w procesie ich rozkładu wydziela się metan. Dodajmy do tego używane do produkcji tkanin wybielacze, barwniki i inne toksyczne związki, które trafiają do wód, ziemi i powietrza. Czy zatem znaleźliśmy się w punkcie bez wyjścia?

Miliardy ton na śmietniku

Wiedza na temat tego, w co się ubieramy i co wyrzucamy, jest zasmucająca. Tym bardziej, że skala problemu jest ogromna. Z raportu Organizacja Ellen MacArthur Foundation wynika, że:

• co sekundę na wysypisko lub do spalarni śmieci trafia wypełniona odzieżą ciężarówka
• straty wynikające z zakupu ubrań, które rzadko nosimy, a jeszcze rzadziej poddajemy recyclingowi, sięgają 500 mld dolarów rocznie
• do odzysku trafia mniej niż 1% zużytej odzieży
• jeszcze 15 lat temu ubranie, zanim trafiło do śmieci, założyliśmy ponad 35% razy częściej niż teraz
• z naszej garderoby do oceanów trafiają miliony ton mikrowłókien – ich ilość odpowiada 50 miliardom plastikowych butelek.

Stella McCartney, związana z ekologią projektantka mody, uważa, że branża odzieżowa jest w ogromnym stopniu odpowiedzialna za degradację środowiska. Tylko w Stanach Zjednoczonych aż 84% wyrzuconych ubrań trafia do spalarni albo na wysypisko śmieci. Jednocześnie w ciągu ostatnich 20 lat sprzedaż odzieży w tym kraju wzrosła dwukrotnie. Amerykanie kupują teraz ponad 14 milionów ton ubrań rocznie, a każdy wyrzuca 30 kg rocznie. Na szczęście nieco lepiej wyglądają statystyki dotyczące Europy – Holendrzy wyrzucają 12 kg, Skandynawowie – 8, a Polacy tylko 5 kg odzieży rocznie. Jednak tendencje są rosnące.

Dlaczego? Nowe trendy modowe ogłaszane są coraz częściej, by bardziej podkręcać sprzedaż. Dziś z czterech klasycznych sezonów w modzie zrobiło się ponad 50, bo kolekcje w sklepach zmieniają się nawet co tydzień. Zatem zakupiona odzież szybko staje się niemodna i znacznie szybciej trafia do kosza. Co więcej, szybko zmieniające się trendy nie tylko zachęcają do częstszego kupowania, ale też zwalniają producentów od produkowania ubrań dobrych jakościowo – nie ma sensu inwestować w dobre materiały i wykonanie, bo czas używania ubrań jest bardzo krótki. Dla przykładu – sweterek z popularnych sieciówek noszony przez jeden sezon, jest tak zmechacony i rozciągnięty, że nawet nie wypada podarować go potrzebującym.

Wymiana co sezon jest niemodna

Problem marnotrawstwa i nadmierny konsumpcjonizm budzi nasze oburzenie, ale nie jesteśmy zbyt skorzy do zmiany swoich przyzwyczajeń i rezygnacji z przyjemności, jaką daje kupowanie ubrań. Co może wpłynąć na zmianę zachowań? Być może głos gwiazd i coraz bardziej zaangażowanych w ekologię producentów pozwoli nam uwolnić się od przymusu kupowania, który coraz częściej staje się nałogiem. Jak powiedziała tvn24. pl Anja Rubik, światowej sławy modelka, wymiana garderoby co sezon wcale nie jest modna. Choć sama na wybiegach nosi odzież od największych projektantów, często zagląda do lumpeksów. Nie dlatego, że jest taniej, ale dlatego, że tak jest eko!

Czy przykład gwiazd, które starają się żyć oszczędniej, jest inspirujący także dla producentów? Wydaje się, że potrzeba ochrony środowiska jest na tyle paląca, że… stała się modna! Coraz większa liczba producentów, chcąca poprawić swój wizerunek, ogłasza własne pomysły, które mają zmniejszyć problem negatywnego wpływu produkcji odzieży na środowisko.

Oni to zrobili!

Branża modowa musi się zmienić, a producenci muszą być bardziej odpowiedzialni i stawiać na zrównoważony rozwój. Jednym ze sposobów jest przyjęcie filozofii slow fashion. Co to takiego? W dużym skrócie oznacza produkowanie ubrań dobrej jakości, a więc takich, które nie rozpadną się po kilku praniach, wykonanych ze sprawdzonych surowców i z poszanowaniem praw człowieka. — Chodzi o to, by kupować świadomie i wiedzieć, że ta sukienka została od początku do końca stworzona przez jedną osobę, więc jest jedyna w swoim rodzaju i nikt nie cierpiał przy jej produkcji — wyjaśnia Marcin Jachym, manager Showroomu Solna 1, który oferuje dobre jakościowo, wyprodukowane w sposób odpowiedzialny ubrania. — Slow fashion polega na tym, by kupować tyle, ile potrzebujemy, by ubrania starczały na dłużej niż jeden sezon, by proces tworzenia kreacji był etyczny i bezpieczny dla środowiska — dodaje.

W duchu slow fashion produkuje polska marka Soul Label. Jej ubrania projektowane i szyte są w Warszawie, wyłącznie z wysokiej jakości materiałów od zaufanych dostawców. Wśród propozycji są np. wełniane swetry ręcznie robione na drutach. Ponadto firma wykorzystuje nowoczesne tkaniny, takie jak lyocell (tencel), który produkowany jest z celulozy drzewnej, i cupro powstający z celulozy z nasion bawełny. W procesie ich produkcji nie wykorzystuje się substancji żrących, jak to ma miejsce w przypadku produkcji wiskozy.

Nowe tkaniny i rozwiązania

Wyzwanie branży odzieżowej rzuca kolejna polska marka, Nago, która ubrania szyje w Polsce z certyfikowanych, wysokiej jakości materiałów, takich jak bawełna organiczna, cupro, tencel i EcoVero, które są nie tylko przyjazne dla skóry, ale też dla środowiska. Proces produkcji jest ściśle kontrolowany i przebiega w zgodzie z zasadami sprawiedliwego handlu. Marka udowadnia, że możliwe jest tworzenie ubrań, które są praktyczne, ponadczasowe, a jednocześnie produkowane w sposób etyczny i bez szkodliwego wpływu na naszą planetę. Swoje radykalne zrównoważenie przypieczętowuje kolekcją uszytą z tkaniny o nazwie hemp produkowaną z konopi. Konopie są wytrzymałe i nie trzeba ich podlewać, użyźniają glebę i są odporne na działania szkodników, więc nie wymagają stosowania środków ochrony roślin. — Ciągle testujemy nowe materiały i staramy się je wprowadzać do naszych kolekcji. Robimy to jednak stopniowo i z ogromną ostrożnością. Prześwietlamy naszych dostawców, nie boimy się żądać certyfikatów potwierdzających ich słowa — mówi Julia Turewicz, współzałożycielka marki.

Proekologiczne innowacje wprowadzają także – a raczej przede wszystkim – marki zagraniczne. Na przykład marka Guess w produkcji jednej z kolekcji wykorzystuje m.in. innowacyjne technologie farbowania denimu. Dry Indigo to bezwodny proces, który barwi materiał spienionym pigmentem, a technologia farbowania Indigo Flow ogranicza zużycie wody nawet o 70%. Z kolei ultranowoczesny materiał Repreve powstał dzięki przetworzeniu plastikowych butelek, a organiczna i pochodząca z recyklingu bawełna oraz włókna EcoMade Lycra T400 pozwalają tworzyć najmodniejsze, wygodne i elastyczne dżinsy. Podobne techniki barwienia denimu, a także wykorzystanie tkanin z recyklingu wprowadził też dżinsowy potentat – marka Lee.

Niestety trzeba być świadomym faktu, że procesy, dzięki którym powstają nasze ukochane dżinsy, generują odpady i są ogromnym zagrożeniem dla środowiska. Jest jednak promyk nadziei. Fundacja Ellen MacArthur ogłosiła projekt Jeans Redesign, w ramach którego powstają ubrania w 100% biodegradowalne i nadające się do recyklingu. W projekcie wzięło udział ponad 50 marek, korzystających z nowych rozwiązań, procesów i tkanin. Jedną z nich jest marka Weekday. Jej najnowsze projekty zostały wykonane z mieszanki bawełny organicznej i bawełny z odpadów poużytkowych z myślą o tym, aby były jak najbardziej wytrzymałe. Do produkcji kolekcji zespół projektowy Weekday starał się użyć jak najmniej materiału, jednocześnie sprawdzając każdy szczegół. Produkty mają wytrzymać próbę czasu zanim zostaną przekazane kolejnemu właścicielowi lub zostaną poddane recyklingowi.

To oczywiście tylko nieliczne przykłady zrównoważonego rozwoju w biznesie odzieżowym i odpowiedzialnego podchodzenia do produkcji. Na świecie coraz więcej firm dołącza do grona tych, które proponują proekologiczne rozwiązania, które szanują nie tylko przyrodę, ale także pracę rąk ludzi zatrudnionych w przemyśle tek- stylnym w krajach trzeciego świata. Czy będą kontynuowały ten kierunek rozwoju i czy kolejne zdecydują się na ten krok? To w dużej mierze zależy od nas – klientów. Zatem zwracajmy uwagę na metki, ale nie dla lansu.

Fakty powinny przekonać każdego

• Co roku na świecie produkuje się 150 bilionów sztuk odzieży
• 25 dni – tyle średnio trwa życie jednej sztuki odzieży z najtańszej sieciówki
• 1 milion ton odzieży trafia co rok na śmietnik
• 200 tysięcy ton odzieży wyrzucają sami mieszkańcy światowej stolicy mody – Nowego Jorku
• Słynący z uwielbienia dla ekologicznego trybu życia mieszkańcy Skandynawii co roku wyrzucają do śmieci ok. 8 kg tekstyliów
• 30% plastiku zanieczyszczającego wody i gleby naszej planety pochodzi z ubrań szytych z tworzyw sztucznych (np. poliestru)
• Chemiczne barwienie tkanin to drugi w kolejności czynnik odpowiadający za skażenie wód gruntowych na świecie
• Przez ostatnie 15 lat aż 250 tysięcy pracowników zakładów tekstylnych
w Indiach popełniło samobójstwo
• W Kambodży działa obecnie około tysiąca fabryk odzieżowych, zatrudniających ponad milion osób.

Do dzieła!

Z trybu fast w tryb slow fashion muszą przejść nie tylko firmy, ale także i my, klienci sklepów odzieżowych. Jak to zrobić? Izabela Sowa, twórczyni marki odzieżowej Lillow, podpowiada: — Przede wszystkim trzeba patrzeć na metki i zwracać uwagę, gdzie i z czego produkowane jest ubranie, które chcemy kupić. Szukajmy rzeczy, które są szyte jak najbliżej nas i z naturalnych materiałów. Polscy projektanci współpracują z polskimi szwalniami, kupują tekstylia u polskich producentów. Ubrań nie trzeba transportować na duże odległości. Wiecie co to flight-shaming? To poczucie wstydu motywowanego względami ekologicznymi, że korzysta się z usług lotniczych zamiast używać bardziej ekologicznych środków transportu. Ubrania szyte w Azji muszą przylecieć do Polski samolotami lub przypłynąć kontenerami. Te szyte dla Lillow w Łodzi – nie muszą.
Co jeszcze warto zmienić w swoim podejściu do mody? Jak stać się odpowiedzialnym? Less waste (czyli mniej marnowania) to kupowanie w sklepach typu second hand albo wymienianie się ubraniami. Z kolei zero waste (czyli zero marnowania) to przerabianie ubrań, np. na woreczki do prania czy na zakupy, a więc użytkowanie tekstyliów do ich śmierci technicznej. — Ja sama mam w planie kampanię dotyczącą wymieniana się ubraniami i założenie grupy dla moich klientek na Fb. Chodzi mi również po głowie szycie ubrań z recyklingu. Chciałabym zacząć od dżinsów. Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, że proces produkcji naszych ukochanych spodni (zużycie wody, farbowanie, uzy- skiwanie efektu sprania itd.) jest ekstremalnie szkodliwy dla środowiska i dla ludzi przy nim pracujących. Dlatego szukam kogoś, kto będzie przerabiał stare dżinsy na nowe według moich projektów — dodaje Izabela Sowa.

Jak kupować by nie degradować?

• Zdecydowanie rzadziej, nie ulegając namowom na zmianę garderoby co miesiąc
• Wypisując się z powiadomień o wyprzedażach
• Zwracając uwagę na jakość tkanin i wykonania
• Dając pierwszeństwo ubraniom wykonanym w kraju i z krajowych surowców
• Wybierając sklepy, w których znajdziemy ubrania uszyte zgodnie z filozofią slow fashion
• Preferując nowoczesne, proekologiczne tkaniny
• Decydując się na ubrania, które można poddać recyklingowi.

Dobrym pomysłem jest także kupowanie rzeczy dobrych jakościowo, z wysokiej jakości tkanin i pasujących do tego, co już mamy w szafie. To tworzenie własnej kolekcji kapsułowej. Nie idziemy zatem na zakupy jak na polowanie albo dla rozrywki, ale po rzeczy, które faktycznie będą pasowały do naszej domowej kolekcji. Zatem róbmy zakupy z głową. Ponadto uważajmy na wyprzedaże. Cotton Incorporated – organizacja non-profit finansowana przez plantatorów bawełny w Stanach Zjednoczonych, która podlega Departamentowi Rolnictwa – oszacowała, że aż 68% konsumentów ocenia atrakcyjność odzieży tylko na podstawie stosunku ceny promocyjnej do pierwotnej. Nie na darmo kilka razy w roku sklepy obniżają ceny starych kolekcji przyklejając nową cenę przy starej. Jeśli coś jest przecenione, uważamy, że to doskonała okazja, z której trzeba skorzystać. To cenna zdobycz. Tyle że najczęściej zupełnie nam do szczęścia niepotrzebna. Pierwsze przyjemne uczucie po „upolowaniu” taniego ciuszka szybko przechodzi. Następne to rozczarowanie faktem, że kupiona rzecz nie jest dokładnie taka, jakiej szukamy, i że do niczego nam nie pasuje.

Kto jest odpowiedzialny za cały ten odzieżowy skandal? Oczywiście producenci i sklepy, ale też ci, którzy włączają się w podsycanie zakupowego szaleństwa, czyli niestety influencerzy. Promujący marki odzieżowe, prezentujący się pięknie w coraz to nowych zdobyczach, kuszący konkursami i bonusami w postaci pakietu obserwujących. Nikt z nas jednak nie jest bez winy. Pamiętajmy, że nie ma podaży bez popytu, więc tak długo, jak będą chętni, tak długo firmy będą produkowały ponad miarę i byle jak.

Tekst Justyna Składowska Zdjęcia serwisy prasowe marek Lillow i Nago