Caritas - Laudato Si | Czy Twoi dziadkowie też byli eko?
Czy Twoi dziadkowie też byli eko?

Może nie wiedzą, co to woskowijki i ruch zero waste. Może nigdy nie mieli bambusowych szczoteczek ani kompostowalnych worków na śmieci, nie kupowali papierowych słomek ani warzyw z naklejką „bio”. Może nie korzystali z energooszczędnych pralek, a mimo to mogliby o ekologii powiedzieć bardzo wiele. Nasi dziadkowie.

Ekologię uważamy dziś często za trend i system skomplikowanych zaleceń, w sam raz dla dobrze zarabiającego młodego człowieka, podążającego za propozycjami współczesnego świata. Trend, który jednym bardzo się podoba i wpisuje w ich wartości, dla innych jest wymysłem bez uzasadnienia. Przyglądając się naszej polskiej tradycji można odkryć wiele pięknych praktyk, które były bardzo oczywiste, chociaż nie potrzebowały żadnej definicji. Wynikały z szacunku do stworzenia i pracy, z oszczędności albo naturalnej prostoty życia, która cechowała świat jeszcze kilka dekad temu. Przyglądając się tej ekologii z dawnych lat, znajdziemy wiele praktyk, które można przywrócić do życia.

Do wielokrotnego użytku

Wielorazową siatkę z tkaniny lub wytrzymałej żyłki każdy kiedyś – czyli przed erą foliowych reklamówek – zabierał na zakupy. Plastiku nie używano też w domu – dużo bardziej przydawały się słoiki czy gazety, które pozwalały bezpiecznie transportować szkło. Szynkę i ser pakowano w papier, a większość drobnych produktów, takich jak cukierki czy orzechy, można było kupić „na wagę”. Nikt nie znał tetrapaków, ponieważ mleko kupowało się w szklanych zwrotnych butelkach albo w kanie od sąsiadki. Książki owijało się tapetą, a do nosa używało chusteczek wielorazowych. W śmietnikach nie zalegały stosy pampersów, bo korzystano z tetrowych pieluch. Dziś wielu świadomych rodziców podąża podobną drogą, bo nowatorskich produktów dla dzieci, również tych proekologicznych, w sklepach nie brakuje.

Najłatwiej pieszo

Do szkoły czy do kościoła, kilometr czy dziesięć – chodziło się pieszo albo dojeżdżało rowerem. W dalsze podróże zabierał autobus lub pociąg. Nawet zimą dzieci wędrowały do szkół przez zaspy śniegu, spędzając każdego dnia poranki i popołudnia na świeżym powietrzu. Czy dziś, choćby z dbałości o kondycję, zmienimy przyzwyczajenia i częściej będziemy zostawiać samochód na parkingu?

Zamiast chemii

Szare mydło bez zbędnej chemii, soda i ocet zamiast żrących preparatów czyszczących – takie środki można było dawniej znaleźć w łazienkach i kuchniach. Nawet do pielęgnacji włosów wykorzystywano to, co naturalne – jajko, by je odżywić, napar z rumianku, by rozjaśnić, sok z cytryny lub ocet, by dobrze wypłukać. Czy jesteśmy w stanie porzucić komfort opróżniania plastikowej butelki wylewając na sanitariaty środki chemiczne, które agresywnym działaniem oszczędzają nam nieco szorowania?

Naturalnie piękne

Chociaż w sklepach brakowało akcesoriów do dekoracji wnętrz, nasze babcie umiały pięknie przyozdobić mieszkanie. W domach pachniały polne kwiaty i ususzone zboża. Niesamowitym pomysłem były zakładki do książek robione z kliszy fotograficznej – dziurki oplatało się kolorowym kordonkiem albo wstążeczką, a do środka wkładało np. zasuszone kwiatki. Ozdoby choinkowe powstawały ze słomy, orzechów, szyszek, papieru i bibuły. Pisanki ozdabiane były barwnikami naturalnymi, np. wywarem z cebuli. Czy przy okazji kolejnych świąt jesteśmy w stanie oprzeć się pokusie kupowania plastikowych bombek albo sztucznych pisanek i pobyć z dzieckiem robiąc proste, naturalne ozdoby?

Śmieci? To nie problem

Dawniej kosze na śmieci jakoś dłużej się zapełniały i właściwie potrzebny był tylko jeden – na odpady organiczne. Plastiku ze sklepu prawie się nie przynosiło, a papier oddawało się w skupie makulatury albo w szkole. Wyrzucało się rzeczy rzadko. Sprzęty domowe można przecież naprawić – któż z nas nie słyszał o lodówce, telewizorze czy pralce, które służyły naszym rodzinom przez kilkanaście, a nawet więcej niż 20 lat? Cieszą podejmowane dziś lokalne inicjatywy wzajemnej pomocy, w ramach której sąsiad „złota rączka” naprawi zepsuty sprzęt, a sąsiadka przyszyje guziki albo skróci spodnie.

Szacunek dla „kruszyny chleba”

Nie marnowało się też jedzenia. Babcie piekły tak dobre ciasta, że po rodzinnych wizytach nie zostawał ani okruszek. Miały też ogromny szacunek do chleba i zanim zaczęły go kroić, robiły nożem znak krzyża. Jeśli upadł – podnosiły, to nadal był pokarm. Z nadmiaru owoców można było zrobić przetwory i kompot, który dziś zastępujemy słodzonymi napojami w plastikowych butelkach. Mleko, jeśli zbyt długo stało, zsiadało się i nadal było dobre. Dziś niestety jest pozbawiane dobroczynnych bakterii, więc może się najwyżej zepsuć. Pandemia wymusiła na nas podjęcie próby korzystania w większym stopniu z nieprzetworzonych produktów i zachęciła m.in. do wypieku chleba. To dobry krok, by znów nabrać szacunku do pracy i pokarmu, o którym pisze w jednym z wierszy Cyprian Kamil Norwid.

Stare jak nowe

Ubrania dawniej służyły nie przez jeden sezon, ale przez wiele lat, kurtki po starszej siostrze, buty po bracie… łatane, cerowane, naprawiane. Stary sweter, szalik czy czapkę można było spruć i zrobić na drutach nowe. Krawcowe też miały pełne ręce roboty – przekładały na drugą stronę leciwy płaszcz czy kołnierzyk od koszuli. Dużo łatwiej niż dziś można było znaleźć też zakład szewski, bo buty częściej się naprawiało niż kupowało. Prawdą też jest, że te rzeczy były kiedyś robione solidniej. Czy jesteśmy w stanie mniej kupować? Choćby z szacunku dla siebie, by nie stać się zakładnikiem mody, w której trendy zmieniają się co najmniej tak często, jak o pory roku.

Łąka jak apteka

Kiedyś kobiety znały się na ziołach. Dziś ambicje zielarskie mają tylko nieliczne entuzjastki życia w zgodzie z naturą. Zbieranie i suszenie ziół to sztuka, a wiedzę na ten temat przekazywano sobie z pokolenia na pokolenie. Dziś nie umiemy sobie poradzić ze skaleczeniem bez medykamentów, choć natura dała nam to, co potrzeba, by zatamować krwawienie i opatrzyć ranę. Dała nawet proste sposoby na rozgrzanie i walkę z przeziębieniem. Ale dziś mało kto wie, jakich roślin należy szukać, kiedy należy je zbierać i jak przygotować z nich lekarstwo. Choćby z dbałości o własne zdrowie warto bliżej zaprzyjaźnić się z naturą, choć smutna prawda jest taka, że coraz mniej mamy naturalnych lasów i prawdziwych kwietnych łąk, a jeszcze mniej takich, które nie skaziło zanieczyszczenie środowiska.

Na wszystkie te dawne sposoby radzenia sobie z codziennością dziś patrzymy z szacunkiem, może nawet tęsknimy za epoką, kiedy człowiek był bliżej natury i lepiej ją rozumiał. Jednak nam dany jest inny czas. Od nas zależy, jak go wykorzystamy i czy docenimy dar, jakim jest otaczająca nas przyroda.